Czy wracać na stałe do Polski z UK w czasie pandemii?

Czy wracać na stałe do Polski z UK w czasie pandemii? March 29, 2020Leave a comment

Dla wielu z nas powrót z imigracji do Polski to już nie kwestia czy wracać czy nie, tylko kiedy i jak.

Mówię, ‘dla wielu z nas’ włączając w to siebie, bo choć w Polsce po powrocie z UK i innych miejsc jestem niby na stałe, co chwilę mnie tam nie ma, a tydzień temu, o ironio, utknęłam w Londynie. Pojechałam tam na trening do pracy na obozach językowych na Wielkanoc. Pracy, która i tak się nie wydarzy.

Jest różnica w działaniu ZE strachu i MIMO strachu.
– działanie ze strachu, jest podjęte pod wpływem emocji.
– działanie mimo strachu, jest podjęte, jak już przeanalizujemy na spokojnie za i przeciw oraz mamy plan B (a najlepiej to i C i ile tam wlezie w alfabet) i wtedy uderzamy.

Osobiście, wszystkie decyzje życiowe, które podjęłam ze strachu ugryzły mnie potem w tyłek. Po chwilowej uldze (ucieczka) i euforii następuje tak zwana szara rzeczywistość.
Bardzo nie lubię tego pojęcia, bo u mnie w głowie są liczne fantazje o podboju świata, ale jak to sobie staram się od paru dni tłumaczyć:

To nie czas na to co chcę, tylko na to, co (w tym momencie) jest najlepsze dla ogółu społeczeństwa (i ziemi).

Nie wyobrażam sobie życia bez podróżowania. Właśnie przeprowadziłam pierwszą (dodam że udaną) wyprawę na Kubę i perspektywa siedzenia na tyłku przez najbliższe miesiące jest dla mnie co najmniej smutna. Ale rozmawiam też że znajomymi z Włoch, którzy mówią, że jest tak źle ‘jak pokazują w TV, albo jeszcze gorzej’. Do tego, ktoś mi bardzo bliski jest obecnie w… Chinach i na bank się nie zobaczymy przez najbliższe miesiące. Muszę sobie to szybko przerobić w głowie i odpuścić.

Rozumiem osoby, które na gwałt chcą wracać do domu i być może przetrwać ten czas blisko osób, które kochają. Nie chcą siedzieć same w UK nie mając gwarancji na bezpieczeństwo nawet na najbliższą przyszłość. Dlatego, jeśli wracać, to zabrać ze sobą angielskie “we don’t know” i mieć na uwadze, że jeśli się kocha to ma się na uwadze dobro ludzi, których się kocha. Ich zdrowie fizyczne i mentalne.

Ja przez telefon powiedziałam mojej mamie, że jak na razie nie wracam do Polski, a nawet jak bym tam była to bym nie mogła jej odwiedzić na co moja mama “Łe tam ja się nie boję zakażenia”.
Ale moja mama lubi teorie spiskowe, a ja się broni biologicznej boję tak samo jak nietoperzy, więc dla mnie bez różnicy 🦇

Zobaczymy, co będziemy mówić za tydzień. Może już w ogóle opadnie nam przysłowiowa kopara. A może, w wyniku poczętych działań w Polsce chaosu dużego nie będzie. We don’t know.

Myślę, że z pobytem w danym kraju jest trochę jak ze związkiem. Jak jest kryzys to się albo ucieka albo naprawia. A nawet jak się ucieka ze związku w czasach kryzysu to można to zrobić z klasą. Na spokojnie i pozamykać co trzeba. Więc można sobie wyobrazić UK jako partnera, z którym spędziło się ileś tam lat i zobaczyć, co warto zrobić.

Żywię nadzieję, że ogólnie większość osób, które albo z UK już wróciły, albo tam są i nad powrotem się zastanawiają rozumieją wybory innych ludzi. Mi cały czas siedzi w głowie przypowieść biblijna o synu marnotrawnym, który opuścił rodzinny dom, rozpierdzielił majątek ojca, po czym wrócił spułkany, a ojciec mu jeszcze z tego tytułu imprezę zrobił. Brat był zazdrosny i się wkurzył, bo weź się nie denerwuj. A ojciec zamiast osądzaniem, wykazał się miłością.

Ja feralnego dnia, kiedy odwołano mój lot,
zdecydowałam wziąć z Londynu autobus do Monachium, bo mam tu przyjaciół i jest bliżej do Polski. Kupilam ubezpieczenie zdrowotne, siedzę u bliskich znajomych, pracuje online, więc do Polski wracać nie muszę.

Ponad 10 lat temu mieszkałam w Monachium przez rok. Szczerze nienawidziłam tego miasta, chodziłam i narzekałam, miałam deprechę i mówiłam, że to dlatego, że to wina tych ludzi tutaj którzy tacy niemili. (W sumie nie byli, ale jak chodziłam wkurzona, to jacy mieli być?)

Dziś znalazłam schronienie w tym właśnie mieście. Jest tu spokojnie i czuję, że mimo iż zarejestrowanych przypadków Korony jest tutaj więcej niż w Polsce, to tutaj na razie powinnam być. Monachium okazało się moim ojcem z przypowieści biblijnej, a ja oprócz potencjalnej zarazy z UK przywiozłam ze sobą usmiech.

Na razie jest win-win, bo nie wiozę nic do Polski, a jak już mam, to niektórzy się będą cieszyć że za 2WŚ Niemcom zostawię. Żartuję. Dla mnie nie ma znaczenia z jakiej nacji umierają ludzie, bo wszyscy cierpimy i rozkładamy się tak samo.

Życzę decyzji na spokojnie, mimo strachu i dużo dużo zdrowia! 💞

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *