Oto post o tym dlaczego część Polaków wyjeżdża z kraju, który nie będzie przedstawiał kwestii finansowej jako głównego powodu wyjazdu. Wiadomo, że jeśli ktoś ma możliwość legalnego zarobku na poziomie, za który jest w stanie swobodnie żyć do pierwszego lub też coś sobie odłożyć, skorzysta.

Na emigracji nie zawsze jest bogato i kolorowo. To często złudzenie tych z nas, którzy myślą, że jadą po łatwy pieniądz, lub ich rodzin i znajomych, zwykłych myśleć, że jak ktoś jest za granicą (czytaj na Zachodzie) to na pewno dobrze zarabia i powinien się owym dorobkiem szczodrze dzielić.

Może powyższe ma się do Skandynawii, osobiście nie mieszkałam i pracowałam, ale wiem, że koszty życia są na tyle wysokie, że zanim wyjdzie się na prostą, trzeba trochę popracować. Mieszkałam za to wiele lat w Wielkiej Brytanii oraz przez rok w chyba jednym z najzamożniejszych europejskich miast – Monachium i wiem, że mimo tzw. wyższych płac w porównaniu do polskich, aby odłożyć pieniądze, życie również wymaga poświęceń. Może innego rodzaju, w postaci np dzielenia mieszkania z przypadkowymi osobami, które rytualnie zostawiają brudne naczynia w zlewie (też czasem zostawiałam!), ale jednak. Dzielenie mieszkania, to często nasz wybór, bo wolimy po prostu odłożyć więcej, zamiast przeznaczać połowę zarobków na czynsz i opłaty. Logiczne. Ukraińcy robią to samo w Polsce, gdzie my najczęściej mieszkamy ze swoją rodziną, albo samemu. Wyjątek stanową duże miasta, ale należy zwrócić uwagę, że jednak standard tych miejsc często jest lepszy niż np w Wielkiej Brytanii. Więc zawsze, bez względu na miejsce emigracji lub wyjazdu ‚coś za coś’ jest koniecznością.

Abstrahując od nierealistycznych oczekiwań… Dlaczego tak dużo osób z Polski, nadal, mimo poprawiającej się sytuacji gospodarczej decyduje się stąd wyjechać?

Istnieje bowiem takie zjawisko, które śmiem określać na dwa sposoby: uzależnienie od dramatu oraz sztuczne kreowanie dramatu.

Znaczy to tyle, co wymyślanie problemu, tam gdzie go nie ma, lub może być szybko zażegnany, w kółko mówienie o tym co poszło źle, pomijając fakt, że równolegle dużo rzeczy poszło dobrze, wałkowanie historii II Wojny Światowej oraz oczekiwanie na następny konflikt globalny, powtarzanie jak mantrę, że ma się urwanie głowy, choć obowiązków tyle samo co mają miliony ludzi na całym świecie, oczekiwania co do lepszego życia, ale ze strachem przed podjęciem kroku, aby zmienić swoją sytuację. Alkoholizm na ulicach oraz bezradność co do tego, jak przeżyć mądrze życie… Mam dalej wymieniać?

Ja to widzę, w ten sposób: Polska w swojej historii doznała nieobliczalnych traum i jest w fazie leczenia się z nich. Aby coś zostało wyleczone, musi się najpierw ujawnić. Kreowanie dramatu jest niczym innym jak powtarzanie, tego co znamy, bo tylko to wydaje się, paradoksalnie, bezpieczne. Dlatego wytworzyliśmy w sobie i niestety, scementowaliśmy zdolność do destrukcyjnego myślenia. Taka patologia, za którą, moim zdaniem, każdy z nas powinien wziąć odpowiedzialność. 

Historia, owszem, nas usprawiedliwia, ale tylko do pewnego stopnia. Nie ma dymu bez ognia, jak to mówią Anglicy i my również powinnyśmy wziąć odpowiedzialność za, to że nie zawsze byliśmy jej ofiarami.

Wracając do tematu:

Oczywiście nie jest tak, że wszystko jest źle, ale ten post ma za zadanie zwrócić uwagę na fakt, że wielu Polaków ucieka z kraju od tej patologii myślowej, a co więcej, dużo jest osób, które po prostu chcą się też odciąć od swoich patologicznych rodzin, gdzie to słowo nie jest ani trochę przesadzone. Jak najbardziej, to nie tylko w Polsce mamy opisane wyżej problemy, a ludzi strachliwych i biernych na swoją sytuację życiową nie brakuje na całym świecie, w krajach wysoko rozwiniętych oraz tych mniej.

Nie chcę nikogo dołować, ani podkreślać czegoś, co wielu z nas już wie. Zależy mi tylko na tym, aby zdać sobie sprawę, że to nie finanse ściągną z powrotem polskich imigrantów, ale zmiana myślenia i duża doza szacunku do siebie nawzajem. Rozumiem przez to również stworzenie sprzyjających warunków do zakładania własnych firm i płacenie swoim pracownikom tak jak samemu chce się aby nam płacono. 

Tutaj otwarcie powiem, że uważam, iż emigracja do krajów Zachodniej Europy to jest jedna z najlepszych rzeczy jakie się Polsce przytrafiły. Ludzie którzy wyjechali np. do Wielkiej Brytanii uczą się jak szanować swoich pracowników, bo po prostu sami są szanowani, jak żyć na większym luzie, jak patrzeć na życie, aby przeżyć je wartościowo. Zresztą, nie tylko Zachód uczy tych rzeczy. W Płd Wsch Azji lub Ameryce Łacińskiej też z powodzeniem można nauczyć się luzu i pozytywnego podejścia do życia, mimo że powodów do narzekania tam nie brakuje. Polacy to widzą i chłoną. Od prawie roku uczę angielskiego wielu rodaków na Wyspach i widzę pozytywne zmiany w podejściu do życia. Są spokojniejsi i radośniejsi. Oczywiście, często tęsknią za Polską i planują wrócić, ale cieszą się też tym, co mają tam.

Co raz więcej Polaków, zwłaszcza tych młodych podróżuje po świecie. To jest nie tylko super, że stwarzają sobie ku temu możliwości, ale też że mogą reprezentować kraj w alternatywny sposób do panów z flaszką w ręku lub tych co lubią publicznie się kłócić na lożach światowych parlamentów (bynajmniej nie biegłym angielskim)! 

Podsumowując, nie zamierzam winić polityków za stan mentalny kraju, bo po pierwsze, to tylko jedna część tego co dzieje się w Polsce, po drugie, może nam się to nie podobać, ale politycy są naszym wytworem i substytutem tego, co jest w nas samych. Zrodzili się z naszych matek, zostali wykształceni w naszych szkołach poprzez nauczycieli, którzy często też mieli dzieci, tudzież wpływ na ich wychowanie.

Myślę, że to jaka jest mentalność w kraju i co z tego wynika, to odpowiedzialność nas wszystkich, razem i z osobna. Nie mogę zmienić systemu politycznego, ale mogę zmienić to, jak traktuję ludzi w okół siebie. Stawiać się częściej w sytuacji innych i po prostu ich poczuć.

Osobiście jestem wdzięczna też, za te osoby, które chcą ranić innych ludzi poprzez agresywną mowę, plotki bądź krytykę. Pokazują mi one kim być nie chcę oraz swoje cierpienie i frustrację, bo człowiek spełniony oraz wewnętrznie spokojny nie potrzebuje krzyczeć i obmawiać. On się po prostu chce tym dzielić.

Wybaczcie mi wzmianki o angielskim. W końcu uczę tego języka i chcę patrzeć na rozwiązanie niektórych problemów właśnie poprzez edukację. Zależy mi na tym, aby każdy Polak, pokazał, że jest zdolny i w stanie porozumieć się na świecie!

Może nie mamy wpływu na cały świat czy kraj, ale mamy go na siebie i swoje życie. Napisz do mnie jeśli rozważasz wyjazd lub powrót do kraju. Na emigracji spędziłam 16 lat mieszkając w różnych zakątkach świata. Nie podejmę decyzji za Ciebie, ale pomogę Ci w odkryciu opcji jakie możesz mieć, a na dzisiejszą chwilę nie są one widoczne. Napisz też, jeśli jesteś zainteresowany podciągnięciem się w angielskim. Ten język przyda Ci się zarówno w Polsce jak i na świecie. Warto pokazać, że Polska mówi po angielsku! 

 

Podziel się