Nigdy nie zapomnę pewnego sobotniego popołudnia w londńskim Domu Polskim, kiedy to nasz były już premier przyjechał do angielskiej Polonii, aby ‘nawrócić nas na powrót do Polski’. Nie piszę tego w formie sarkastycznej. Intencja polityków była dobra, no bo jakby nie pragnąć sprowadzić marnotrawnych synów zza mórz z powrotem do domu?

Całe wydarzenie było jednak dość komiczne, bo oczywiście nie obyło się bez awantur, krzyków i oskarżeń, że „Po co mamy wracać do Polski!?”, a już najlepsze były dwie panie w wieku mniej więcej mojej mamy, które pod drzwiami do sali zaczęły się głośno sprzeczać, która dłużej siedzi w Londynie. Przynajmniej było śmiesznie, a kampania nawrócenia chyba nie zadziałała, bo to był rok 2007, jeszcze przed recesją i hen hen przed Brexitem, więc nikomu z nas w UK ‚krzywda się nie działa’.

Tutaj nieskromnie powiem, że chyba udaje mi się nawracanie na Polskę lepiej niż panu premierowi (z całym szacunkiem), bo odkąd zagnieździłam się w Warszawie i non-stop piłuję zdjęcia stolicy na Instagramie i Facebooku, już niejednokrotnie słyszałam od moich polskich znajomych na messenger, że ‘jak tak dajesz te zdjęcia z Polski, to mam ochotę wrócić 😉

Może nie trzeba po nikogo jeździć, wystarczy dobre oko i magiczne filtry na Instagramie?

To, czy niektórzy z nas wrócą, czy nie, to sprawa każdego z nas i nie mnie namawiać lub przekonywać, choćby z tego względu, jak już wspomniałam w poście: „Jak odnależć się w Polsce po kilkunastu latach za granicą?”, na powrót do Polski trzeba być gotowym. 

W międzyczasie chciałam zaznaczyć, dlaczego według mnie emigracja Polaków do UK oraz Irlandii to jedna z najlepszych rzeczy, która się Polsce przytrafiła:

Polska nadal jest jednym z najbardziej homogenicznych krajów na świecie. Wielokulturowa przed wojną, kompletnie pozbawiona swojej etnicznej różnorodności po niej i antysemickich podskoków w czasach komunizmu, zamknęła nas nie tylko na inne nacje, ale też na inność samą w sobie. A to niedobrze, bo najpotężniejsze kraje świata zbudowały swoją potęgę właśnie na imigrantach, a dokładniej ich pracy i wkładzie kulturowym. Wielka Brytania jest różnorodna i kolorowa i nie nam oceniać, co z tego będzie, ale dobrze jest być ‚wstawionym’ w taką rzeczywistość choćby na parę miesięcy, aby trochę się do inności przyzwyczaić i dostrzec, że świat nie dzieli się na rasy, tylko na dobrych i złych ludzi. Polakom w UK to nieźle wychodzi, bo nawiązują znajomości z ludźmi z różnych nacji i otwierają się na nie.

Chill out. Jeśli moja mama czyta ten tekst, zaraz dostanie mi się za używanie ‘anglojęzycznych słów’, bo po co, skoro mamy język polski, ale ja słowa chill używam tutaj celowo. Bo warto się ‚wychilować’ choćby  w sprawie takiej, że języki zawsze będą ewoluowały i przyjmowały słowa od innych nacji, tak jak to się działo z językiem francuskim, który poniekąd zdominował konwersacje szlachty polskiej w XIX wieku. Skoro zabory nam nie zabrały języka to let’s chillout i zauważmy, że Polacy w UK uczą się wyluzowywać. Nie napinają się na każdym kroku, już nie jest ważne: ‘co ludzie powiedzą’ i nie denerwuje ich, że ktoś ma za grube uda w mini. Tam grube uda to kwestia osobista i nikomu nic do tego.

Odpuszczamy osądzanie – cechę typową dla wielu rozwijających się społeczeństw, gdzie mieć jest ważniejsze niż być i aby wiedzieć, kim się jest, trzeba się z kimś porównać.

Większość rodaków przyjechała do UK zarabiać pieniądze. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale nie o nich tutaj mowa. Chcę rozpatrzyć mechanizm kierujący człowiekiem, który za swoją pracę jest nie tylko należycie wynagradzany pod postacią stabilnej pensji, ale przede wszystkim najzwyczajniej na świecie doceniany. 

Każdy z nas chyba słyszał, że “Polish people are such hard workers” i nie są to, wbrew pozorom puste słowa. Nawet po wyprowadzce z Anglii, podczas kiedy mieszkałam w Tajlandii, słyszałam od angielskich backpackerów, że “Polish people are nice and hard working”. Wiem, że nie jest to zdanie wyssane z palca, bo w luźnych przyjacielskich konwersacjach Anglik też się potrafi otworzyć i powiedzieć, co myśli. Trzeba wiedzieć tylko jak z nim rozmawiać. Tego akurat nie jestem pewna, czy wszystkim nam – Polakom w UK udało się tę sztukę opanować (na pewno warto!), ale jedno jest pewne:

Na skutek doceniania każdego, jako osoby rośnie poczucie naszej wartości. A tego nam trzeba w pierwszej kolejności. Bez silnego poczucia własnej wartości nie ma szczęśliwej osoby, która jest w stanie się spełniać, a co za tym idzie sprawiać, że świat staje się lepszym miejscem. Cheers UK!

Wiele osób martwi się o to, że wykształceni w kraju fachowcy wyjeżdżają za granicę i już nie wracają. Nie jest to tylko polska bolączka, zmaga się z tym wiele krajów, jak na przykład Madagaskar, gdzie mają jeszcze gorzej, bo tam rzeczywiście nie ma do czego wracać. Argument w stylu: ‘przecież my nie będziemy się porównywać z takimi krajami!’, jest nie adekwatny, bo nie o to chodzi, który kraj jest lepszy lub gorszy, tylko o zatroskanie, którym dzielimy się jako ludzie. 

Mnie osobiście nigdy specjalnie nie martwiło to, że z Polski wybywają fachowcy. Po pierwsze i oni mają prawo zaznać innej rzeczywistości i nauczyć się czegoś nowego, po drugie, nie interesuje mnie, kto wybywa, tylko kto wraca i z czym. Po pobycie za granicą, czy to w UK, czy innym kraju człowiek nie wraca taki sam.

Emigrant zawsze zyskuje, choćby doświadczenie, które przy odrobinie refleksji może przełożyć na polskie realia. Jednym słowem ‚wychilować’ i docenić to, kim jest i co już osiągnął. Nawet jeśli statystycznie wraca miej fachowców niż wybywa, to ci którzy wracają, mogą mieć wyższą ‚siłę rażenia’ niż przed wyjazdem, bo zdobyli coś najcenniejszego na świecie, czego nikt im nie zabierze – doświadczenie.

Emigracja jest szkołą życia. Służbą wojskową do której już nikt nie obliguje. Sprawdzianem przetrwania i budowaniem siebie na nowo. Tęsknotą za domem oraz ucieczką w nieznane.

Emigracja czasem wydaje się koniecznością ale w gruncie rzeczy to wybór. Pozostawmy go ludziom a potem kibicujmy im aby jak najlepiej na tym wyszli. W UK, Irlandii czy to na całym świecie.

 

Podziel się