W związku z tym że obecnie przebywam w Izraelu, postanowiłam zahaczyć, o jakże ostatnio gorący temat relacji polsko-żydowskich. Przy czym chciałabym zaznaczyć, iż tekst ten jest moją subiektywną obserwacją zjawiska i tak należy go postrzegać.

Zacznę więc od pewnej koleżanki, która to miała chłopaka Izraelczyka przez ponad pięć lat To dla niego przeprowadziła się do Izraela i zamieszkała tam na czas ich związku. Podczas jednego z naszych spotkań wyznała: „Możesz być ich miłością życia, ale i tak nigdy cię nie poślubią ponieważ nie jesteś Żydówką”. Po czym dodała: „Oni nie lubią Polaków. Nie każdy oczywiście, młodsi ludzie są ok, ale ci starsi… oni nas nienawidzą, jeszcze bardziej niż Niemców”. Ojciec mojego byłego odwracał się do mnie plecami jak wchodziłam do pokoju i nawet się ze mną nie witał..”

Rozmowa miała miejsce dokładnie parę dni po tym jak skończyłam czytać książkę pt. „Ucieczka z Sobiboru” – prawdopodobnie jedną z najbardziej głębokich i wzruszających lektur o Holokauście w Polsce. Parę lat temu kupiła ją moja mama, po czym powiedziała mi: „Masz, kupiłam tę książkę, ale boję się ją czytać, może ty sobie ją weźmiesz…”

A ja książki nie zaczęłam czytać właśnie do niedawna, bo też się bałam.

To chyba jedna z tych lektur, którą będę pamiętać do końca życia. Poleciłabym ją też każdemu, bez względu na to, czy fascynują go tematy związane z Holocaustem i  XX Wojną Światową. „Ucieczka z Sobiboru” bowiem, to nie tylko książka o tym. To opowiadanie o sile i słabościach człowieka, bez względu na to, jakiej jest narodowości.

Jakiś czas temu wybrałam się z kimś bliskim z mojej rodziny na Powązki. Zanim tak jednak dotarliśmy, brama była już zamknięta. Obok znajduje się Cmentarz Żydowski, ale tam również trzeba było ucałować przysłowiową klamkę. Usiedliśmy na ławce i nie wiadomo kiedy, wyszedł temat relacji polsko-żydowskich. Kto co komu zrobił, kto jest winien i nie winien i temu podobne. Klasyk. W pewnym momencie zalała mnie krew i chciałam jechać do Izraela już, poślubiać lokalnego tylko po to żeby zrobić tej osobie na złość!

(oczywiście było to zanim usłyszałam od koleżanki że nie mam szans!)

Debata trwała przez chwilę w najlepsze, dokładnie pod żydowskim cmentarzem!

Czas mija ale większość z nas nie potrafi otrząsnąć się z historycznej traumy. Nie ma się ludziom co dziwić. Kiedy rany są tak głębokie, goją się wolno i zawsze pozostawiają blizny. Historyczne rany zostawiają te najgłębsze, a każda z nich opowiada własną historię.

Relacja polsko-żydowska jest tematem skomplikowanym, jednocześnie fascynującym. To jeden z tych trudnych  tematów do wytłumaczenia dla kogoś z zewnątrz, szczególnie bez pozostania stronniczym. Dlatego nie odnoszę się tutaj do konkretnych historycznych faktów dotyczących relacji Polaków i Żydów, ponieważ celem tego tekstu jest zaobserwowanie całej relacji bez jej oceniania. 

Stosunki polsko-żydowskie były kontrowersyjne chyba od ich rozpoczęcia. Są przeplatane konfliktami, nieporozumieniami, ale również chwilami braterstwa.

Kiedy powiedziałam tej osobie, że skończyłam czytać „Ucieczkę z Sobiboru” i zrobiła ona na mnie głębokie wrażenie, słuchała z zaciekawieniem. Wypaliłam więc:

– Przecież nie lubisz Żydów?

– Ale nie tych z Holokaustu…

– To których?

– Tych z internetu…

Aby zakończenie nie brzmiało tak serio, pochwalę się, że moje osobiste interakcje z Izraelczykami zaliczam do bardzo pozytywnych. Spotkałam ich paru podczas moich podróży po Płd-Wsch. Azji. Mam do dziś kontakt z Izraelskim kolegą którego poznałam na Madagaskarze. Backpakerzy napotkani w Kambodży obdarowali mnie szerokimi uśmiechami i uściskami na pożegnanie na wieść, że jestem z Polski. Mam też piękną koleżankę pochodzenia żydowskiego z Kanady, która jest świetną choreografką.

Przed wczoraj spotkałam się z jednym ze znajomych Izraelczyków, którego poznałam podczas pobytu w Tajlandii. Rozmawialiśmy o wewnętrznej spójności przy chyba najpyszniejszym i najświeższym kebabie świata. Nie ‚żydował’, bo mnie na niego zaprosił.

Peace.

 

Podziel się